Tydzień treningowy 2

Pełen niespodzianek – zaczęła mi się infekcja ucha, ale na tyle delikatnie, że próbowałam ją wyleczyć normalnymi kroplami do ucha. Pomogło na parę dni, ale dziś moje uszy odmówiły współpracy w pełnym wymiarze, czas na antybiotyk i oby nie więcej niż dwudniową przerwę. Druga niespodzianka to dodatkowy dzień przerwy po pierwszym bloku treningowym – zamknięto zatokę ze względu na zawody pływackie (wyścig pływacki na 30km…). Niby nic takiego, ale miałam poczucie, że straciłam jeden dzień. Teraz przez ucho będą następne, więc muszę do tego inaczej podejść, żeby się nie frustrować. Najważniejsze, żeby uszy wróciły do dobrej formy. A i jeszcze trzecia niespodzianka z wczorajszego (9.09) poranka – padła mi bateria w Suunto…

Planem na ten tydzień była progresja od 70m do 80m. Udało mi się go zrealizować w 50%. Parę rzeczy przećwiczyłam, no i oczywiście każde kolejne głębokie nurkowanie, to coraz większa świadomość tego, co robię pod wodą.

Zrealizowany plan:

3.09 przerwa

4.09 -72m CWT, czas nurkowania 2:15 – trochę zamieszania przed nurkowaniem – szukanie wolnych makaronów (bo moje ktoś zabrał z łodzi dzień wcześniej i nie odniósł) i pytanie tuż przed startem po relaksacji na ile chcę mieć ustawioną linę. Pffff.

5.09 -75m CWT, czas nurkowania 2:19, czas od powierzchni do talerzyka 1’17’’ – ciągle problemy z mouthfillem, który mi ucieka po drodze, tak że na końcu już nie mam czym wyrównać ciśnienia. Natomiast wraca mi kontrola i świadomość podczas nurkowania, tak że to nurkowanie byłam w stanie zapisać dokładnie krok po kroku, co się działo i dlaczego. Świadomość tego, co się dzieje po drodze powoduje, że mogę odpowiednio reagować, więc to chyba najważniejsze osiągnięcie z tych dwóch tygodni, niezbędne do lepszego panowania nad mouthfillem.

6.09 przerwa

7.09 przerwa nadprogramowa – zawody pływackie

 8.09 trening FRC i mouthfill – praca nad uciekającym mouthfillem. Po pierwszym FRC i odczuwaniu okropnego ciśnienia na klatce piersiowej i w ogóle we wszystkim wróciłam na powierzchnię w bólach mięśniowych wokół klatki piersiowej, żeber, obojczyków i karku i musiałam odczekać z 15 minut, aż przejdzie. Nie jestem przyzwyczajona do nurkowań FRC, więc to też odegrało tu istotną rolę, natomiast moje ciało powiedziało wyraźnie, że to mu nie służy. Sposób w jaki odczuwam ciśnienie przy nurkowaniach FRC jest tysiąc razy gorszy, niż podczas moich najgłębszych zanurzeń – tam właściwie kompletnie nie czuję ucisku. Stąd decyzja – żadnych więcej FRC. To za bardzo stresuje moje ciało i płuca. Zatem resztę treningu zrobiłam na niewielkim wydechu, na tyle dużym jednak, żeby nie móc ponownie dopełnić mouthfilla w drodze na dół i musieć skupić się na jak najdłuższym jego utrzymywaniu. Nauka z ćwiczeń była taka, że powietrze ucieka mi pod sam koniec, gdy język mam ustawiony z tyłu podniebienia, i muszę go na chwilę oderwać by pobrać resztkę powietrza, którą chowam z przodu przy zębach – mam wtedy odruch przełykania i tracę to, co zostało. Rozwiązaniem będzie większe skupienie przy zmianie pozycji języka i porządne przyciągnięcie brody do szyi i klatki piersiowej.

9.09 73m CWT (plan 78, early turn) – mimo early turn bardzo dobre nurkowanie. O ile w nurkowaniu na 75m powietrze skończyło mi się tuż przed 70m, to tu do końca miałam wyrównane uszy. Ponieważ nie miałam swojego komputera i alarmu 5m przed talerzykiem, to zawróciłam, gdy skończyło mi się powietrze. Świadomość nurkowania lepsza – to na plus. Pojawiła się też ponownie dość silna termoklina na 60m, co mogło spowodować, że straciłam wtedy trochę z mouthfilla (przez cały tydzień jej nie było, więc przestałam wizualizować spotkanie z nią w drodze na dół). Poranne problemy z komputerem były też mało pomocne – od rana pokazywał mi słabą baterię, więc zamiast myśleć wyłącznie o nurkowaniu, rozkminiałam, co to będzie, jak mi przestanie działać w wodzie. No i przestał oczywiście podczas rozgrzewki. Pożyczanie komputera tuż przed startem, wchodzenie na łódź, ustawianie alarmów – nie pomogło, choć super, że udało mi się go pożyczyć. Mój w drodze już do Aten na wymianę baterii. A na okres bez niego dobra dusza Amro pożyczył mi swój zapasowy D6, który ma limit 150m – mogę szaleć 😀

10.09 – infekcja ucha level hard – czekam na antybiotyk.

Wnioski z tygodnia treningowego nr 2:

– za dużo zamieszania przed nurkowaniem (także między rozgrzewką i startem) – potrzebuję rutyny, wiedzieć krok po kroku co się dzieje oraz nie rozmawiać z nikim między rozgrzewką a startem. Ten temat na szczęście już uzgodniony na dalsze treningi

– na głębokości 0-20 (do wzięcia mouthfilla) udało mi się usprawnić Frenzel’a i nie muszę już robić mikro mouthfillów tylko sam frenzel jest wystarczająco szybki i wydajny. Przez pierwszy tydzień myślę, że musiałam ponownie rozćwiczyć trąbki Eustachiusza i błony bębenkowe do szybkiej pracy – to też może być przyczyną infekcji teraz.

– koniecznie muszę wyrównać ciśnienie w uszach przed nabraniem mouthfilla, czyli sekwencja: alarm – ręce w dół, nogi stop – wyrównanie ciśnienia – mouthfill – ruch płetwą itd. – bo inaczej zamykam na chwilę podniebienie miękkie lub napinam mięśnie twarzy blokując przepływ powietrza – skutek jest taki, że przez chwilę nie mogę wyrównać ciśnienia i muszę z dużą siłą popchnąć powietrze.

– dobrze też jak na moment nabierania mouthfilla przestaję machać płetwą. Potem dopełnianie go na zmianę z pojedynczym kopnięciem płetwą. Ostatnie dwa nurkowania udało mi się zachować bardzo dobrą prędkość 1m/s do głębokości 45m (czyli ostatniego kopnięcia). Potem nieco wolniej sam freefall

– podczas freefall’u spada mi prędkość – zakładam, że to przez dłoń wysuniętą na linę, ale na ten moment kontakt z liną jest mi potrzebny, pozwala mi utrzymać pionowo ciało (wcześniej miałam wrażenie opadania nóg w jedną stronę) i łatwiej się rozluźnić. Ponieważ nurkowania są daleko poza moim limitem tlenowym, to czas nurkowania pod tym względem nie ma znaczenia.

– muszę mocniej przyciągnąć brodę do klatki piersiowej – i to będzie główny cel na następny cykl treningowy.
A tymczasem – czekam na powrót grupy z porannego treningu i wyprawę do apteki po antybiotyk.

Stay tuned 🙂

Ps. Kupiłam roller. Kolejny niezbędny sprzęt treningowy we freedivingu 😉 Jak ucho będzie się za długo leczyć to może zrobię jakiś tutorial z wałkowania 😀