„Bo przyjaciele są od tego…” ❤

Praktycznie na cały poprzedni tydzień wypadłam z treningów (uszy, zatoki, za duża fala i wiatr), więc pod kątem samego freedivingu i tego co w treningu napiszę dopiero, jak się skończy ten tydzień.

A teraz o czymś, co pojawiło się w moich nurkowaniach nowego, pozornie błahego, ale mogącego mieć kiepskie konsekwencje z dalszą progresją głębokości. Mianowicie po nawrocie na dole i zrobieniu kilku kopnięć ogarnia mnie olbrzymia chęć zastygnięcia w bezruchu, moje ciało chce się rozluźnić tak całkowicie, jak w statyce, czuję, że mięśnie nie są w gotowości do pracy, bardziej do spania, a głowa mówi „nie chcę płynąć, chcę się przestać ruszać, pozwól mi”.

Na początku mnie to bawiło, że mam lenia i zwyczajnie nie chce mi się wykonywać tej części nurkowania, która jest formalnością – wiem, że zapas tlenu mam wystarczający na osiągnięcie dużo większej głębokości, więc ta część nurkowania jest „nudna”, nie muszę się w niej jakoś bardzo koncentrować ani nią przejmować, bo wiem, że wrócę na powierzchnię bez problemu. Jednak ta potrzeba zatrzymania się rosła z każdym nurkowaniem i miałam poczucie, że bardzo dużo siły mentalnej wymaga ode mnie każde kopnięcie płetwą i że emocje towarzyszące powrotowi są dalekie od przyjemnych, raczej bliskie frustracji, że muszę odbębnić jeszcze tą część nurkowania, która „nie ma znaczenia” i że najchętniej teleportowałabym się na powierzchnię, skoro zrobiłam swoją robotę (czyli dotarłam do talerzyka).

Zaczęłam się bardziej koncentrować na wizualizowaniu powrotu i szukania sposobu na utrzymanie koncentracji. W takich sytuacjach zawsze pomagało mi liczenie – czy w statyce (skurczy), czy w dynamice kopnięć lub wyznaczanie rytmu na zasadzie raz-dwa-raz-dwa itd. Głowa skupia się na rytmie zastępując myśli związane z poddaniem się, marudzeniem itd. Wprowadziłam zatem liczenie kopnięć w drodze do góry 3×10 kopnięć, a potem zmiana na 123-123-123… Podczas jednego zanurzenia pomogło, ale już w następnym nie i wróciła myśl „jezuuuu jak mi się nie chce płynąć” i poczucie niechęci współpracy mięśni.

Zaczęłam rozważać, czy nie mam narkozy wynikającej z głębokości, skoro pojawiają mi się takie mało racjonalne myśli, zaś próba koncentracji na czymś prostym jest niewystarczająca. Początkowo odrzucałam tą opcję, bo dotychczas w moich nurkowaniach na bezdechu nigdy nie odczułam narkozy. Ale moje ciało się zmienia, więc może teraz bardziej ją odczuwam. Na to jedyną radą jest jak najkrótszy czas na głębokości i automatyzacja działania.

Postanowiłam zatem do koncentracji oraz skrócenia czasu na dole (na tyle na ile to możliwe) poszukać wewnętrznej motywacji do pracy w drodze powrotnej. To, co wprowadziłam to:

1) Zmiana nastawienia do powrotu
– wizualizacje czekających mnie głębszych nurkowań, z których powrót będzie trudniejszy. Wzrost trudności zadania podnosi koncentrację na niej i na wykonaniu, automatycznie rośnie motywacja do pracy, bo wiem, że nie mogę odpuścić, tylko trzeba to wykonać i to w tempie
– koncentracja na technice – mogę wykorzystać powrót do pracy nad techniką
– wizualizacja moich nurkowań bez płetw i tego ile wysiłku kosztował mnie wtedy powrót na powierzchnię, i że tam powrót zdecydowanie nie był formalnością, tylko tą najtrudniejszą częścią nurkowania

2) Poszukanie istotnego „celu” na powierzchni, czegoś, co muszę zrobić jak wrócę, tu wygenerowałam parę opcji, które mogę zmieniać i rozbudowywać:
– umówienie się z safety, że czekają na powierzchni, żeby przebić mi piątkę, więc mam wrócić jak najszybciej (dzięki temu jest jakiś czynnik zewnętrzny, zobowiązanie wobec kogoś) – tą opcję spróbuję zostawić na stałe i umówić się z nimi, żeby tuż przed moim nurkowaniem, ten kto akurat robi asekurację powiedział do mnie „czekam na twoją piątkę”, żeby ta myśl siedziała sobie z tyłu mojej głowy
– myślenie o wszystkich kochanych bliskich mi osobach, do których po prostu chcę wrócić
– wrócić żeby oddać Amro komputer na jego nurkowanie – ale ta opcja odpada, bo mój komputer zaraz wraca z wymiany baterii, a Amro wyjeżdża za 2 tygodnie, więc przed końcem moich treningów i zawodów
– czekająca na mnie kawa i śniadanie 🙂
– jakaś przyjemność po treningu, coś a la nagroda za powrót. W Panglao z Johnem chodziliśmy na lody albo na masaż po treningu, więc może coś takiego

3) Dialog wewnętrzny
– podczas wizualizacji dużo automotywujących stwierdzeń i zwiększanie wagi „powrotu”
– przyjaciel w głowie 🙂 najlepsza technika! Stosowałam ją już wcześniej właśnie w nurkowaniach CNF, jak był mi potrzebny silny głos mówiący mi, że dam radę. Wtedy była to Yvette oraz Tim śpiewający „Agata power” (po zmianie tekstu w piosence Snap „I’ve got the power”). Teraz potrzebna mi była motywacja i do mojej głowy wskoczyła Asia ze swoim spokojnym, ale bardzo pewnym głosem, mówiąc mi, że wie, że mi się nie chce i jestem znużona, ale że to już końcówka, że dam radę to zrobić, że już niewiele zostało, tyle już zrobiłam, więc dociągnę do końca. Że podziwia mój upór i determinację w wielu działaniach, więc dam sobie radę i teraz. To były jej słowa na końcówce mojej pracy magisterskiej – analogia idealna. Wtedy wszystko już miałam napisane, zostały tylko poprawki. Czyli wiem, że już skończyłam „tylko jeszcze…”. Więc od wczoraj Asia jest ze mną na 70m i spokojnie mówi mi „Płyń, zaraz będzie koniec, ale jeszcze nie teraz. Jeszcze chwilę.”.  ❤

Wczorajszy trening – podziałało! Wizualizowałam pracę w drodze powrotnej bez oceniania jej, że łatwa lub trudna – po prostu jako zadanie do wykonania. Czas zanurzenia skróciłam o 6s, a tak naprawdę ten kluczowy czas pobytu między 40m a 75m o 10s w porównaniu z dniem poprzednim. Asia w mojej głowie podczas powrotu – ani razu nie pojawiła mi się myśl, że mi się nie chce. Na górze piątka z Nejc 🙂 a po nurkowaniu kawa i śniadanie 😀

Podsumowując
– praca mentalna musi dotyczyć też łatwych części wyczynu, nie można ich pomijać
– mówcie swoim bliskim/znajomym, gdy ich za coś podziwiacie, gdy coś robią dobrze, gdy wywołują w was dobre emocje, bo nigdy nie wiadomo, kiedy może im się to przydać. Fajnie, jak te słowa mogą być pomocne w realizacji hobby, ale wasz głos może kiedyś nieoczekiwanie być tym, co pomoże im się uporać z poważną i wymagającą sytuacją życiową.