9 października 2019

Yuppi! Coraz bliżej do celu 🙂 Dobre, solidne nurkowanie na -97m za mną. Jak zwykle nieco chaosu z wyrównywaniem ciśnienia, ale tym razem miałam lepszą kontrolę, nad tym co robię między 75 a 95 metrem. Uwaga, będzie mocno technicznie i mało romantycznie 😉

Ustaliłam z ekipą, że nurkowanie będzie zorganizowane identycznie, jak podczas zawodów – z oficjalnym czasem startowym, odliczaniem itd. Symulacja warunków startowych podczas treningów jest niezwykle ważna w każdym sporcie. Potem łatwiej jest sobie poradzić ze stresem „oficjalnego startu”, a co więcej, te oficjalne procedury stają się nieodłączną częścią rutyny każdego wyczynu i pomagają wejść w stan flow.

Zatem mój OT był wyznaczony na 9:30. Do wody weszłam o 9:10, co okazało się mniej więcej 2 minuty za późno. Muszę zapisać to do następnego nurkowania, żeby wejść chwilkę wcześniej do wody.

Nurkowanie rozgrzewkowe na 20m było bardzo przyjemne. Czułam, że ciało jest gotowe na głębokość.

22 dopakowania po ostatnim wdechu, scyzoryk. Pierwsze 20m płynęłam bardzo rozluźniona, mocno pracując płetwą. Na dźwięk alarmu na 18m pozbyłam się śliny z ust cześciowo ją przełykając, a częściowo plując w wodę. Nabrałam pierwszego soczystego mouthfilla i kontynuowałam machanie płetwą. Przeniosłam ręce znad głowy w okolice bioder, zaokrągliłam nieco plecy i wykonując spokojne kopnięcia nogami dopełniałam usta powietrzem co 2 ruchy. Alarm na 55m był sygnałem do sprawdzenia ręką ułożenia ciężarka na szyi, czy nie jest zbyt blisko brody i czy za chwilę będę mogła swobodnie przyciągnąć ją do szyi. Ręka wróciła na udo i włożyłam kciuk pod gumową uprząż, która pomagała mi trzymać ręce bliżej ciała i mieć bardziej hydrodynamiczną pozycję. Drugą dłoń zostawiłam na ustach, pomagała mi wcześniej w nabraniu pełnego mouthfilla. Między 55 a 80m dwa razu dopełniłam usta powietrzem. Szło nieźle, choć każde z dopełnień było niewielkie. Na 80m miałam mnóstwo (jak na ten etap nurkowania) powietrza w ustach. I to nieco zamieszało mi plan. Plan zakładał, że na 80m nie mam już powietrza i muszę ostatni raz dopełnić usta. Stąd alarm na tej głębokości. Wydaje mi się, że wyrównałam ciśnienie w uszach, po czym (zgodnie z planem) spróbowałam dopełnić usta powietrzem za pomocą ruchu szczęką w dół i do góry. Skutek był taki, że straciłam spory zapas tego, co miałam wcześniej. Ruch szczęką pozwolił mi nabrać troszeczkę powietrza, na dosłownie jedno wyrównanie ciśnienia. Wyrównałam je na ok. 87m. Opadając dalej próbowałam znaleźć w zakamarkach ust jeszcze trochę powietrza, które pozwoliłoby mi ostatni raz wyrównać ciśnienie. Niestety nic już nie było. Zwiększyłam zatem uważność na odczucia w obrębie uszu, gotowa zawrócić, gdy powiedzą dość. Pilnowałam również, by nie otworzyć głośni i wlotu do płuc, bo wtedy musiałabym natychmiast zawrócić. Usłyszałam alarm na -92m, sprawdziłam, czy uszy ok. Ponieważ nie było dyskomfortu, to kontynuowałam opadanie aż po talerzyk. Tam poczułam delikatny ból w uszach, ale już złapałam plakietkę (nawet dwie!) i zawróciłam zadowolona, że dotarłam do celu.

Radość z osiągnięcia talerzyka musiałam wyrzucić na drugi plan, zaś na pierwszy przywołać zadanie, które mam do wykonania – koncentracja na linie i machanie płetwą. Po jakiś 20 kopnięciach jedną z plakietek schowałam pod kaptur, drugą zdecydowałam się trzymać w dłoni. Poczułam takie ogólne zmęczenie i znużenie, więc jeszcze bardziej skoncentrowałam się na rytmie kopnięć i byciu tu i teraz. W głowie pojawił mi się głos Nicholasa „pamiętaj, że na pewnym etapie twoje nurkowanie będzie wymagało wysiłku i może nie być przyjemne. Twoje nogi mogą dużo więcej, niż ci się wydaje, a twoja głowa jest silniejsza od nóg”. Za chwilę usłyszałam Nejc’a podpływającego do mnie na skuterze, co oznaczało, że jesteśmy już na 50-40m i zaraz będziemy na górze. Czułam narastające zmęczenie oraz trudności z koncentracją. Te odczucia spowodowały, że bardzo mocno zmobilizowałam umysł żeby skupić na prawidłowym wynurzeniu – położyć dłoń na linie, złapać ją mocno zaraz po wynurzeniu, odwrócić się w kierunku łodzi i tam wykonać sygnał „I’m ok”. Poszło świetnie. Czysta procedura, brak hipoksji, nogi jak zwykle bez zmęczenia w mięśniach mimo dużej pracy. Jedynie przyspieszony oddech, potrzebowała, chwili by go uspokoić.

Chwila rozmowy na powierzchni z ekipą i zeszłam na 5m zrobić dekompresję na tlenie.

Po południu obgadałam z Nicholasem nurkowanie, powiedział, że zmęczenie w drodze powrotnej wynikało z wpływu narkozy (azot+dwutlenek węgla). I, że tak, mam być gotowa na to, że mogę się ponownie zmęczyć przy kolejnych głębszych nurkowaniach.