Kwiecień, maj, czerwiec…

Kwiecień, maj i czerwiec to okres ciężkich treningów basenowych. Ciężkich z wielu powodów… Mogłabym napisać książkę „dlaczego nie lubię basenu”. Ale chyba można to podsumować jednym zdaniem – bo to nie morze, nie głębokość, za blisko do powierzchni 😀

Ciężko mi wstawać czasem o 5 rano. Włazić do zimnej wody. Robić ciężki trening hipoksyczny bez porannej porządnej toalety… Treningi basenowe są do tego bardzo wymagające zarówno fizycznie i mentalnie. Dość dużo czasu zajęło mi znalezienie sposobu na efektywny trening, przy równoczesnym nie wyprowadzeniu organizmu z jako takiej równowagi – przy Hashimoto to trudne, szczególnie gdy trening mocno uszczupla zasoby tlenowe. Zdarzało mi się w przeszłości dochodzenie do siebie cały dzień, po takim „niewinnym” poranku na basenie. Tym razem jest inaczej. Dbam dużo bardziej o to co i kiedy jem/piję, ile śpię i odpowiedni plan treningowy. A gdy czuję, że organizm zaczyna gubić równowagę, to zwyczajnie robię przerwę. Musimy współpracować przy projekcie, a nie wycisnąć, co się da i porzucić wymemłane zwłoki. Projekt projektem, a życie toczy się dalej i dużo sił sobie życzę na kolejne działania. Zatem dużo uwagi i troski, ale też i pilnowania, żeby ta troska nagle nie zmieniła się w pobłażanie 🙂

Wrzucam poniżej parę ciekawszych zestawów treningowych z basenu z dynamiki.

Moje „największe koszmary” to tabelki „na jeden oddech” – bardzo niewinne, bo tylko 25m, ale… Dziękuję z całego serca moim cudownym asekurantom – mojemu Krzysiowi, Tomkowi Sypieniowi i Michałowi Cichemu, bo bez nich skończyłabym na 3 powtórzeniu. Dziękuję też Michałowi Bochenkowi za tenże diabelski pomysł treningowy – nie zrozumiem nigdy, dlaczego je lubisz (masochista 😉 )

Ulubione – to chyba klepanie 50 DYN. Nawet jeżeli czasy są krótkie, to ten trening nie obciąża mnie tak mentalnie. Choć potem po wyjściu z wody, czuję, że fizycznie kosztowało mnie to dużo pracy.

Przede mną ostatnie dwa miesiące basenu i już tylko WIELKI BŁĘKIT. Więc do roboty 🙂